poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Czy kubeczek menstruacyjny rzeczywiście jest taki strasznie ekologiczny?

Okej, przyznaję od razu, że tytuł tego posta jest bardzo clickbaitowy. Tak, kubeczek jest bardzo ekologiczny — bardziej ekologiczne jest tylko niemiesiączkowanie w ogóle. (Choć wiem, że jeśli jest ono spowodowane antykoncepcją hormonalną, wtedy ktoś by się przyczepił z kolei, że "ale ale przecież hormony w moczu" — to jest temat na osobny post).

W dzisiejszym poście tak naprawdę chciałabym pozastanawiać się głośno nad dwiema rzeczami:


1) Czy podpaski i tampony to rzeczywiście tak ogromny problem ekologiczny?
2) Co by było, gdyby kubeczek nie był ekologiczny?


Na co dzień roztrząsanie ekologiczności kubeczka nudzi mnie śmiertelnie (tak, tak, jest ekologiczny, zieeeew, czy możemy teraz porozmawiać o dużo bardziej interesujących kwestiach?). Robię w końcu wyjątek, bo układałam tego posta w głowie bardzo długo (choć napisany czekał na publikację kilka tygodni), a ostatecznie popchnęło mnie do niego pojawienie się nowego produktu i reakcja internetów na tę nowość — ale o tym poniżej.


1) Czy podpaski i tampony to rzeczywiście tak ogromny problem ekologiczny?

Na polskich stronach często mówi się, że owszem, i dla potwierdzenia chętnie linkuje się do strony miesiaczka.com i do bloga EkoKobiety, ale to nie są bezstronne, stuprocentowo godne zaufania źródła. Miesiaczka.com to serwis prowadzony przez producenta wielorazowych podpasek Naya, a EkoKobieta to polski dystrybutor Mooncupa. W ich interesie jest więc przerysowywanie wpływu, jaki wywierają na środowisko kobiece środki higieniczne. (Swoją drogą cztery z siedmiu podawanych przez EkoKobietę źródeł to linki do miesiaczka.com).

O ile się nie mylę, obecnie największym zagrożeniem dla planety (a właściwie dla nas, bo planeta przetrwa wszystko) jest globalna zmiana klimatu i powstrzymać lub ograniczyć ją możemy głównie poprzez ograniczenie emisji gazów cieplarnianych. Jeśli jednak ktoś przykładowo nie chce zrezygnować z jeżdżenia do pracy samochodem na rzecz integrowania się z "motłochem" w środkach komunikacji miejskiej, to musi znaleźć jakiś inny sposób udowodnienia swojej wyższości i wysokiej świadomości ekologicznej. Hmm może zacznę używać kubeczka? Wtedy przestanę produkować odpady tak jak te wszystkie inne kobiety zaśmiecające Ziemię tonami podpasek i tamponów, fuj.
Oczywiście produkcja podpasek i tamponów oraz ich transport do sklepów, do konsumentek i wreszcie na wysypisko też wiążą się ze zużyciem energii i wody. Ale czy słyszałaś kiedyś apel, żeby kobiety zużywały mniej tych środków, bo stanowią one większość wyrzucanych odpadów albo są pod innym względem najbardziej problematyczne? Ja nigdy, i nie wydaje mi się, żeby zajmujące się tym tematem organizacje nie mówiły o o tym, żeby oszczędzić nasze delikatne kobiece uczucia. Myślę, że nie mówi się o tym raczej dlatego, że te "kobiece" śmieci to zaledwie 0,5% (słownie: pół procent) wyrzucanych śmieci. (A to i tak są amerykańskie statystyki — w warunkach polskich odsetek mógłby być jeszcze mniejszy, bo w Polsce częściej sprzedawane są tampony bez aplikatorów). Czyli jest to praktycznie tyle co nic — ale tego nie powie Ci producent ekologicznych środków, bo lepiej nastraszyć Cię ogromnymi liczbami albo takimi zdjęciami jak to poniżej.

Źródło

Granie na emocjach dużymi liczbami to wyjątkowo tani chwyt — ludzi jest dużo, więc i liczby zużywanych produktów są wysokie. Składowiska odpadów są też bez wątpienia bardzo nieestetyczne. Niemniej o ile mi wiadomo, nie są bardzo problematyczne z punktu widzenia środowiska, dopóki jest na nie miejsce, a w Polsce na brak miejsca raczej nie narzekamy.


Dużo uciechy dostarczają mi też tego typu grafiki:

Źródło
Wybaczcie, ale zacznę się przejmować tymi statystykami, kiedy ktoś rozłoży podpaski i tampony po całym Londynie albo ułoży je wokół kuli ziemskiej.



Źródło

Jakie imponujące, duże liczby! Naprawdę czuję się przekonana.


Inne pytanie, które warto sobie zadać, to: ile jest innych przedmiotów, których produkcja i transport pochłania zasoby, ale które kupujemy, mimo że nie są nam niezbędne do przetrwania? Używanie środków higienicznych pozwala kobietom prowadzić normalne życie — czyżby to nie była ogromna wartość sama w sobie, usprawiedliwiająca ich używanie i wyrzucanie?

Część osób zapyta jeszcze: ale co z podpaskami i tamponami, które trafiają do wód i zagrażają zwierzętom, przykładowo ponieważ aplikatory (i inne małe kawałki plastiku) są często przez nie połykane? Tutaj odpowiedź jest prosta: te przedmioty w ogóle nie powinny trafiać do kanalizacji. Pisałam o tym już w tym poście — powoduje to ogromne koszty finansowe dla nas wszystkich. Kiedy będą trafiać na wysypisko tak jak powinny, ten problem nie będzie istniał.


2) Co by było, gdyby kubeczek nie był ekologiczny?

Innymi słowy: czy naprawdę każda z nas MUSI brać pod uwagę ekologię przy wyborze środka higienicznego? Menstruacja to nie jest jakiś wybór, którego dokonujemy. Żadna z nas nie budzi się rano, myśląc "Hmm wiem, że to jest bardzo nieekologiczne, ale chyba w tym miesiącu pokrwawię sobie trochę! Należy mi się coś od życia!". Dla wielu kobiet miesiączka to poważne utrudnienie w codziennym życiu lub w najlepszym razie duża niedogodność. Za nami są całe stulecia różnego rodzaju dyskryminacji z jej powodu — i minie ich jeszcze trochę, zanim będziemy mogły wchodzić do wszystkich budynków i nikt nie będzie podważać naszych kompetencji w tym czasie. Praktycznie nic więc nie zyskujemy, miesiączkując — a nieraz wręcz dużo tracimy. I nawet w tym momencie nie mamy prawa do egoizmu. Zawsze można przełożyć czyjeś potrzeby nad naszymi. Jak nie mężczyzna/dzieci/zwierzęta, to planeta — zawsze coś się znajdzie. Oczywiście każda kobieta ma prawo do własnych poświęceń, ale jakie ma prawo do narzucania ich innym kobietom?
Wypominanie kobietom, ile śmieci produkują w tym czasie, to moim zdaniem też kolejna forma stygmatyzowania okresu; pokazywania, jak brudna jest menstruacja. Wiele osób promujących wielorazowe środki stwarza pozory troski o kobiety, ale nie jest to troska bezwarunkowa. "Miesiączka to piękne wydarzenie i powinnaś ją celebrować! Chyba że używasz standardowych podpasek i tamponów — wtedy powinnaś się wstydzić, bo produkujesz przecież tyyyyle śmieci!". To wypominanie byłoby może do wybaczenia, gdyby kobiece śmieci były zagrożeniem dla planety — ale jak wyjaśniłam powyżej, nie są. Demonizuje się jednak ich wpływ na środowisko, ponieważ wzbudzanie w kobietach poczucia winy to sposób na zdobycie klientek.

Źródło
Grafika powyżej to idealny przykład na to, o czym mówię. Rozbawiło mnie też to, że z podpasek na wysypisku wyciekają "chemiczne toksyny". Czyżby trzeba było dbać o pozostałe znajdujące się na na wysypisku odpady i chronić je przed "toksynami" z podpasek? (W sumie nie odziedziczyliśmy tych śmieci po naszych przodkach, tylko pożyczyliśmy je od naszych dzieci, czy jakoś tak...)



Inna rzecz, która mnie zastanawia, jest następująca: wynika z tego wszystkiego, że najbardziej powinny się wstydzić ilości produkowanych śmieci te kobiety, które mają najbardziej obfite miesiączki. Logiczne, prawda? Tyle tylko, że obfitość miesiączki, podobnie jak sam fakt jej występowania, nie jest kwestią osobistego wyboru. Najbardziej obfite miesiączki mają często kobiety cierpiące na schorzenia ginekologiczne — endometriozę, mięśniaki macicy itp. Niektóre kobiety muszą zmieniać najbardziej chłonne tampony nawet co godzinę lub dwie — czy rzeczywiście mamy prawo pouczać je o ekologii? Nie wystarczy, że tak obfita miesiączka to duża niedogodność, obciążenie dla zdrowia i nieraz kilka dni praktycznie wyjęte z życia? Czy one nie mają prawa do odrobiny zdrowego egoizmu, troski o własny komfort? Żadna z nich nie stara się mieć bardziej obfitej miesiączki, żeby, bo ja wiem, zaimponować innym kobietom albo pobić jakiś osobisty rekord (nawiązując do słynnego eseju If Men Could Menstruate).

I jeszcze inna sprawa: co z kobietami, u których występuje wyjątkowo nieszczęśliwe połączenie — niska szyjka + obfita miesiączka? Choćby wyszły z siebie, i tak nie uda im się uzyskać 12 czy nawet 10 godzin, tak żeby chociażby nie musieć go opróżniać w pracy i móc spokojnie przespać noc. Czy kiedy pojawi się jakiś nowy innowacyjny środek higieniczny, który tej grupie też zapewni wiele godzin spokoju, to nie będą mogły go używać, jeśli będzie nieekologiczny? Na jakiej zasadzie mamy prawo im to odradzać? One też mają życie, zainteresowania i ambicje i niekoniecznie muszą chcieć cały dzień zajmować się swoim układem reprodukcyjnym.

I jeśli już mamy do tych dwóch grup kobiet pretensje o ilość zużywanych środków, to może jeszcze zacznijmy zawstydzać kobiety w połogu? ("Wiem, że wydałaś człowieka na świat, ale może mogłabyś trochę mniej krwawić? W końcu musimy ratować planetę. Z góry dzięki!")


Można się na koniec zastanowić nad takim scenariuszem: załóżmy, że kubeczek jednak nie jest ekologiczny. Powiedzmy, że jakimś cudem jego używanie generuje więcej odpadów niż podpaski i tampony — ale w dalszym ciągu pozwala kobietom chronić zdrowie, poczuć się bardziej komfortowo i oszczędzić pieniądze. Co wtedy? Czy trzeba z niego zrezygnować, bo te inne aspekty są mniej warte? Ponownie: jakie miałybyśmy prawo mówić innym kobietom, żeby np. w dalszym ciągu przechodziły infekcję za infekcją, bo "kubeczki zanieczyszczają planetę"? Albo jak możemy wycenić czyjś komfort i powiedzieć, że nie jest on wart tego, żeby wyprodukować trochę więcej śmieci? W końcu nie wiemy, jak to jest istnieć w ciele innej kobiety.


Nieszczęsne ochraniacze na palce

Źródło


Wracając do kwestii, która ostatecznie zmusiła mnie do napisania tego posta: producent LadyCupa zaczął sprzedawać LadyProtectors, czyli swoją własną markę ochraniaczy na palce, pomagających używać kubeczka bez brudzenia rąk, np. przy długich paznokciach. W społecznościach "kubeczkowych" podniosło się oburzenie, że jak to? Przecież to jest NIEEKOLOGICZNE i w ogóle zupełnie zbędny gadżet.
Widać było, jak trudno jest nam zrozumieć, że inny człowiek jest zupełnie... no cóż, inny. Przykładowo osoby, które same mają długie paznokcie i nie mają problemów z zachowaniem higieny przy używaniu kubeczka, nie mogły zrozumieć, że inne osoby z długimi paznokciami mogą mieć trudności. Gdyby to była jedyna sytuacja, w której ktoś wrzuca wszystkie kobiety do jednego worka, oczywiście nie byłoby problemu. Regularnie widzę jednak wypowiedzi, z których wynika, że ktoś kompletnie nie bierze pod uwagę indywidualnych różnic między poszczególnymi jednostkami — zarówno różnic anatomicznych, jak i różnic w stylu życia czy podejściu do kwestii okołomenstruacyjnych. Każda kobieta musi jednak ocenić sama, czy dany gadżet jest jej zbędny, czy nie — ona zna siebie i swoją sytuację najlepiej.


Rozśmieszył mnie też argument, że te osłonki kończą jako śmieci na wysypisku — są co prawda bardzo małe i niewiele kobiet będzie ich używać, ale hej, na pewno znacznie zwiększą rozmiary wysypisk. Jak zwykle też zapominano, że nie każdy jest zainteresowany kubeczkami ze względów ekologicznych — a wtedy nie ma powodu, żeby nie kupić wszystkich akcesoriów, na jakie mamy ochotę.
Fascynuje mnie ten obowiązkowy minimalizm — nie wystarczy, że kobieta zaczyna używać kubeczka i rezygnuje z podpasek i tamponów. O nie, zawsze można zrobić więcej! Powinna też nie używać jednorazowych wkładek higienicznych, osłonek na palce, szczoteczek do czyszczenia otworów — w końcu można przeżyć bez nich. Najlepiej niech też nie używa chusteczek do higieny intymnej po opróżnieniu kubeczka — w końcu nikt jeszcze nie umarł od odrobiny krwi miesiączkowej na zewnętrznych narządach płciowych. Co tam powiada? Że chusteczki dają jej większy komfort? Uch, co za egoistka! Czy ona nie wie, że nasza planeta umiera i każda użyta chusteczka to gwóźdź do jej trumny?
Musi być wszystko albo nic — menstruacyjny radykalizm.

Moim zdaniem jesteśmy jednak dużo bardziej skomplikowani. Każdy człowiek jest inny. Każda kobieta ma prawo używać kubeczka tak jak chce — każda kobieta ma inny styl życia i może potrzebować różnej liczby kubeczkowych gadżetów. Ba, może nawet nie do końca ich potrzebować, ale i tak chcieć ich używać. To wszystko nie musi być aż tak cierpiętnicze. (Gdyby ktoś chciał mnie posądzić teraz o stronniczość, informuję, że w moim sklepie jest bardzo niewiele dodatkowych gadżetów i nie planuję tego zmieniać; w tym nie planuję dodawać do sklepu LadyProtectorów).


TL;DR

Jeśli używasz podpasek i tamponów, nie musisz się przejmować, że niszczysz planetę. Robimy w tym kierunku dużo gorsze rzeczy :-) Warto spróbować kubeczka, bo ma masę innych zalet, ale nie musisz się dawać zawstydzać osobom, które próbują Ci zagrać na emocjach zdjęciami wysypisk śmieci i ogromnymi liczbami.

Jeśli uważasz, że nie musisz się interesować aspektem ekologicznym środków higienicznych, w porządku. W końcu nikt się Ciebie nie pytał, czy chcesz miesiączkować. I co więcej, to nie menstruacja zagraża naszej planecie.
A jeśli absolutnie bierzesz ten aspekt pod uwagę? Też w porządku! Problemy zaczynają się dopiero, jeśli zapominasz, że inne kobiety są (i mają prawo być) inne.



Disclaimer

Na koniec chciałabym zaznaczyć, że piszę tego posta jako osoba, która prywatnie jest skończonym ekoświrem. Też mam miękkie serduszko i też chciałabym uratować cały świat ;-) Uważam jednak, że przesadne nadmuchiwanie kwestii, które w rzeczywistości nie są dużym zagrożeniem, odwraca naszą uwagę od realnych problemów. Do ekologii też powinno się podchodzić racjonalnie.