środa, 17 czerwca 2015

Nie daj się nabrać na detoks i toksyny


Dzisiaj odchodzę trochę od tematu kubeczków menstruacyjnych. Potrzebuję jednak zebrać w jednym miejscu podstawową wiedzę i parę dobrych linków na pewien temat. Słów "detoks" i "toksyny" nie znoszę bowiem prawie tak bardzo jak słowa "naturalny".

Od czego by tu zacząć? Może po prostu od tego, że kiedy ktoś mówi Ci, że coś "zapewnia detoks organizmu" albo "usuwa toksyny", to znaczy to, że ta osoba nie ma pojęcia, o czym mówi, i możesz ją zignorować. Poniżej wyjaśniam dlaczego.





źródło


O detoksie

Jest coś takiego jak detoks — ale tylko i wyłącznie w kontekście wychodzenia z nałogu narkotykowego czy alkoholowego. Nie ma czegoś takiego jak detoks, który sama możesz sobie zafundować poprzez dietę, suplementy, kosmetyki, masaże, ssanie oleju (sic!), szczotkowanie ciała itp. Wątroba i nerki to Twoje sposoby na detoks. A jeśli podejrzewasz, że nie pracują tak jak trzeba i potrzebujesz usunięcia z organizmu szkodliwych substancji, musisz natychmiast zgłosić się do szpitala — nie rozwiążesz tego problemu bez pomocy lekarzy.
 To samooczyszczanie organizmu to też proces zachodzący stale — organizm nigdy nie kończy tego procesu (a właściwie kończy go dopiero śmierć, że tak dodam wesoło). Stale mamy w organizmie substancje, których potrzebujemy się pozbyć, i stale się ich skutecznie pozbywamy. Pomysł, że można by raz na jakiś czas kompletnie się oczyścić, jest więc śmieszny.
Jedyny wyjątek od tej reguły to szkodliwe substancje rozpuszczalne w tłuszczach. Organizm przechowuje je w tkance tłuszczowej, żeby się przed nimi chronić, i nie pozbędziemy się ich, choćbyśmy pili nie wiem ile wody. Są uwalniane dopiero, kiedy tkanka tłuszczowa jest spalana. Jeśli wierzyć książce "Toxic Fat: When Good Fat Turns Bad", jeśli traci się tę tkankę powoli, wątroba jest w stanie przekształcić te substancje na rozpuszczalne w wodzie i są usuwane z organizmu — ale jeśli dzieje się to zbyt szybko, te substancje wędrują do innego miejsca bogatego w tłuszcz, mianowicie do mózgu (ups!). Warto też pamiętać, że fakt, że jakaś substancja jest magazynowana w organizmie, nie oznacza automatycznie, że jest dla nas zagrożeniem.

Skoro jednak detoks to bzdura, dlaczego tyle osób wierzy, że jest on możliwy? Pierwsze nasuwające się wyjaśnienia to:
  • Zarówno "detoks", jak i "toksyny" to profesjonalnie i naukowo brzmiące słowa — kto by więc to kwestionował? Lepiej powtarzać te mądrości bezkrytycznie.
  • Jest wiele osób i firm, którym zależy, żebyś wierzyła w detoks i toksyny. Chcą Twoich pieniędzy czy chociażby Twojej uwagi i mają dużą motywację, żeby przekonywać Cię, że Twoje ciało jest brudne, pełne toksyn, których nie możesz się sama pozbyć i z których potrzebujesz się oczyścić — zainwestują więc wiele czasu i pieniędzy we wmawianie Ci tego. I nie są to tylko firmy oferujące suplementy diety, "naturalne" kosmetyki czy egzotyczne superfoodsy, ale też blogerzy piszący na temat ekologii, zdrowego odżywiania, fitnessu itp.
  • W aptekach dostać można produkty, które mają w nazwie słowo "detoks", co sprawia, że cały koncept wydaje się wiarygodny. W aptece nie sprzedawaliby byle czego, prawda? Niestety jeśli w to wierzysz, jesteś w błędzie — to jest temat rzeka na osobny post (a właściwie nawet całego bloga), ale w aptekach sprzedaje się masę śmieci.
  • Z punktu widzenia pop-psychologii (a może nawet prawdziwej psychologii) ten mit o tyle ma sens, że dostarcza wroga (toksyny), z którym można walczyć (detoks), w dodatku samodzielnie (czyli mam kontrolę nad swoim zdrowiem, nie potrzebuję pomocy lekarzy). Nic dziwnego, że jest atrakcyjny dla tylu osób — potrzebujemy mieć wrogów, potrzebujemy mieć jakąś misję i potrzebujemy czuć, że mamy nad czymś kontrolę. Ostatnio sporo się też mówi o tym, że jedzenie zaczyna się stawać religią — z tego punktu widzenia toksyny to kara za "grzechy", czyli odstąpienia od "czystej" diety, a detoks jest sposobem na odkupienie.
  • Stron promujących detoks jest o wiele więcej niż tych walczących z pseudonauką. Rozbicie mitu detoksu to też materiał na jeden, może kilka postów — jest tak absurdalny, że nawet nie ma za bardzo o czym dyskutować. Z kolei promować detoks można w niezliczonych postach kulinarnych, lifestylowych, urodowych... Wszędzie można wspomnieć, że coś usuwa toksyny — w końcu trzeba wypluć z siebie sporo słów, żeby w ogóle był z tego post, a nie tylko status na FB.





O toksynach

Toksyna to, ściśle rzecz biorąc, szkodliwa substancja chemiczna, ale wytwarzana przez organizmy żywe, więc np. jad kiełbasiany. Inne substancje (te bardziej syntetyczne) też mogą być szkodliwe, ale są to wtedy toksykanty, a nie toksyny. Zarówno toksyny, jak i toksykanty są szkodliwe tylko:
  • W pewnej konkretnej dawce. W przypadku absolutnie każdej substancji można mówić jedynie o szkodliwej dawce — nawet woda ma śmiertelną dawkę
  • W przypadku konkretnego zastosowania. Przykładowo mimo że można się zatruć jadem kiełbasianym drogą pokarmową, to jednak w formie zastrzyku może on być równie dobrze lekarstwem, np. na migrenę.
Ludzie trujący Ci o detoksie nigdy jednak nie precyzują, jakie "toksyny" mają na myśli. To zawsze są po prostu "toksyny" i ich usunięcie zawsze ma wyleczyć najróżniejsze problemy zdrowotne. Nigdy nie jest podane:
  • Jaka substancja i w jakiej dawce powoduje jaki problem?
  • Jaką drogą dostała się do organizmu?
  • W jaki sposób dany rodzaj detoksu ma ją usunąć z organizmu? 
  • Jakie badania potwierdzają, że to usunięcie rzeczywiście zachodzi?
  • W jaki sposób można sprawdzić, czy rzeczywiście dana substancja znajduje się w naszym organizmie i czy to na pewno ona wywołuje u nas dany niekorzystny objaw lub dane schorzenie?
A dlaczego nie ma tych informacji? Bo producent czy bloger sam takich informacji nie ma. Gdyby to było doprecyzowane, łatwo można by pokazać, że produkt nie robi żadnego "detoksu". A po co narażać się na ryzyko racjonalnej dyskusji i krytyki, już nie mówiąc o stracie klientów czy czytelników, skoro można ich po prostu nastraszyć groźnymi "toksynami"?

źródło



Jak żyć?

Plus świadomości, czym są detoks i toksyny (a raczej czym nie są), jest taki, że pozwala ona zidentyfikować zarówno oszustów próbujących zrobić Twojemu portfelowi detoks z toksycznych pieniędzy, jak i niekompetentne osoby pozujące na ekspertów dla podniesienia własnego ego czy nabicia sobie liczby postów. Bardzo rzadko widzę bowiem, żeby to była jedyna bzdura powtarzana przez kogoś — zwykle przeglądając dany blog czy portal, gdzie pojawiają się te pojęcia, można grać w pseudoscience bingo.
Minus jest taki, że może to zmusić do znacznego zredukowania listy blogów czy fanpejdży, na które zaglądamy. Bo na ile bzdur można przymknąć oko, zanim głowa nie zacznie boleć od przewracania oczami?



TL;DR

Twoje ciało nie jest brudne i wypełnione "toksynami", których nie może się samo pozbyć. Można to porównać z mitami na temat kobiecych narządów płciowych — tak samo jak pochwa nie jest siedliskiem brudu i zarazków i sama się oczyszcza, tak samo cały organizm świetnie sobie radzi bez zewnętrznej interwencji. (A w tych przypadkach, kiedy sobie nie radzi, potrzebujesz pomocy lekarza, a nie herbatki na detoks). Jest jednak wiele firm, których zyski zależą od tego, żebyś wierzyła, że potrzebujesz być "czystsza". Firmy straszące Cię toksynami działają na takiej samej zasadzie jak firmy sprzedające produkty do irygacji pochwy — najpierw trzeba Cię przekonać, że jesteś siedliskiem szkodliwych substancji, a potem już prosto jest Cię nakłonić do kupienia czegoś, co pomoże Ci się oczyścić. W końcu która z nas chce być brudna, "pełna toksyn"? Kiedy więc słyszysz słowa "detoks" i "toksyny", zastanów się, co próbuje Ci się w ten sposób sprzedać.
"Niekomercyjne" używanie tych słów także mnie jednak drażni — bo używanie słów, które nic nie znaczą, i wmawianie sobie i innym bzdur to nie jest jakiś powód do dumy, tylko dowód naszej niewiedzy i bezmyślności. Dodatkowo powtarzanie tych mitów zwiększa ich wiarygodność i pośrednio zwiększa zyski osób dorabiających się na ludzkiej naiwności. Jeśli więc ktoś mówi Ci o toksynach, każ mu wymienić chociaż jedną i patrz, jak się miota, próbując wymyślić odpowiedź.
I wracając do tematu kubeczków, są one lepsze od tamponów i podpasek, ale nie dlatego, że tradycyjne środki zawierają jakieś tajemnicze "toksyny", z których Twoje ciało musi się potem oczyścić przez jakiś "detoks". Po zestawienie realnych zalet kubeczka zapraszam tutaj — jest ich mnóstwo i nie ma potrzeby zmyślania nieistniejących.


Dodatkowa lektura

Przykładowe polskojęzyczne źródła są poniżej. Z przykrością stwierdzam, że podobnie jak w przypadku tematów związanych z kobiecą anatomią, anglojęzyczne są lepszej jakości. Z polskich najbardziej polecałabym ten na Styl.pl, ponieważ tylko tam zadano sobie trud porozmawiania także z polskimi specjalistami i zagłębienia się nieco bardziej w temat. Także tekst Klubu Sceptyków Polskich jest godny polecenia.




Dobre anglojęzyczne teksty są poniżej (wiele podaje też dodatkowe linki):