czwartek, 5 marca 2015

Poproszę naturalny kubeczek menstruacyjny.

Do tego posta zbierałam się już od dawna. Od czasu do czasu zdarza się, że ktoś odpowiada na pytanie 11, mówiąc, że kubeczek menstruacyjny powinien być jak najbardziej naturalny. Zawsze pytam wtedy, co dana osoba dokładnie ma na myśli, ale nigdy jeszcze nie udało mi się uzyskać odpowiedzi — co pokazuje, jak bezrefleksyjnie jest czasem używane to słowo. Dla potrzeb tego posta przyjmę, że "naturalny" znaczy "występujący w naturze, a nie wyprodukowany przez człowieka".

Który więc kubeczek można by uznać za najbardziej naturalny? Otóż jeśli zadajesz sobie takie pytanie, marnujesz swój czas. Nie jest istotne to, czy kubeczek jest naturalny (jakkolwiek by rozumieć to słowo), tylko czy jest higieniczny, zdrowy i bezpieczny. A czy jest higieniczny, zdrowy i bezpieczny? Tak. Więcej przeczytasz o tym na stronach o higienie i zdrowiu.

Problemy z odwoływaniem się do natury

 


Źródło: memrise.com


I tutaj dochodzimy do pierwszej bardzo istotnej kwestii: naturalny nie znaczy bezpieczny, podobnie jak syntetyczny nie znaczy groźny. Istnieje sporo tekstów na ten temat napisanych przez bardziej kompetentne w tej kwestii osoby niż ja, więc nie będę się nad tym długo rozwodzić. W dużym skrócie jednak: odwołanie do natury (ang. appeal to nature) to w kontekście zdrowia argumentowanie, że coś jest bezpieczne lub zdrowe, dlatego że jest naturalne. Jest to błąd, bo sposób pozyskania danej substancji nie jest żadnym wskaźnikiem co do jej wpływu na zdrowie. Dobrze ilustruje to ta grafika. Pokazane jest na niej na przykładach, że można podzielić substancje na 4 grupy:
  • naturalne i szkodliwe,
  • syntetyczne i szkodliwe,
  • naturalne i bezpieczne,
  • syntetyczne i bezpieczne.

Zarówno w przypadku naturalnych, jak i syntetycznych substancji można mówić o bezpieczeństwie jedynie dla konkretnej dawki danej substancji, co też jest uwzględnione w tej grafice — bo to właśnie dawka czyni truciznę.

Co ciekawe jednak, jeśli jako bezpieczeństwo rozumiemy brak ryzyka reakcji alergicznej, to często bezpieczniejsze są właśnie "syntetyki". Dobrze jest to widoczne na przykładzie kubeczków: Najbardziej naturalny materiał to lateks, z którego zrobiony jest amerykański Keeper (na rysunku poniżej) — jest pozyskiwany prosto z drzewa i nie wymaga dużego przetworzenia. Lateks jest też jednak popularnym alergenem. Silikon i TPE są już mniej naturalne (żadnego z tych materiałów nie pozyskuje się bezpośrednio z natury) i ryzyko alergii jest dużo mniejsze. W przypadku TPE MeLuny jest ono właściwie zerowe — skoro nie ma białek, to nie ma alergii (alergia to reakcja organizmu na alergen, a alergenemi są właśnie białka). Z TPE jest więc najmniejsze ryzyko reakcji alergicznej — jest zarazem najbardziej syntetyczny i najbezpieczniejszy.

Źródło



Tekst na tym rysunku to idealny przykład opisywanego przeze mnie problemu. Lateks (gum rubber) jest "natural", a silikon to groźny "synthetic manmade material". No i wszystko się zgadza, alergia jest przecież stuprocentowo naturalna. Z silikonem Twoja szansa na to piękne, naturalne doświadczenie alergii w okolicach narządów płciowych jest dużo mniejsza — a chyba nie chcesz sobie tego odmawiać?



Te przykłady nie oznaczają oczywiście, że naturalne to z kolei szkodliwe, a syntetyczne — bezpieczne. Takie myślenie też byłoby błędem logicznym, tylko że odwrotnym. Przykłady dowodzą więc tylko istnienia tych czterech grup, o których pisałam wyżej.



Druga kwestia to, gdzie kończy się naturalność, a zaczyna syntetyczność. Kto ma o tym decydować i na jakiej podstawie? Czy np. olej kokosowy jest rzeczywiście naturalny? Przecież nie występuje w naturze w takiej właśnie postaci — trzeba przetworzyć orzechy kokosowe, żeby go uzyskać. A jeśli uznamy, że jest naturalny, czy to samo można powiedzieć o frakcjonowanym oleju kokosowym? Gdzie jest granica?






Odwołanie do natury jako błąd logiczny

Jak więc widać, odwoływanie się do natury nie jest argumentem, który trzeba traktować poważnie w dyskusji. Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej o odwołaniu do natury jako błędzie logicznym, polecam np. teksty na Rational wiki i Insufferable Intolerance. (Możesz też po prostu guglować termin appeal to nature fallacy).

W polskojęzycznym internecie pisała o tym chyba tylko mal, aczkolwiek w jej poście nie spodobała mi się wzmianka o "żywności nasyconej chemikaliami" — wszystko jest chemią i chemiofobia to też nie jest nic dobrego. I może uprzedzę tutaj ewentualne pytania: tak, kubeczki to sama chemia. Co więcej, krew miesiączkowa to sama chemia! Definicja odwołania do natury jest też w polskiej Wikipedii, ale upierałabym się, że jest błędna — odwołanie do natury to nie to samo co błąd naturalistyczny,.

To w końcu jest naturalny czy nie?

Oczywiście możemy w celach czysto akademickich zastanowić się, czy gdyby naturalność kubeczka była istotna, to czy jest naturalny? Otóż moim zdaniem nie. Co więcej, tampony i podpaski też nie są naturalne. A dlaczego?
Po pierwsze, ponieważ nie występują nigdzie w naturze — materiały, z których są zrobione, też nie. Nie możemy same sobie uwić kubeczka czy tamponu z liści jakiejś rośliny ;) Najbardziej naturalnym środkiem higienicznym jest więc chyba gąbka menstruacyjna (gąbka  morska), którą sprzedaje się, o ile mi wiadomo, bez żadnego przetworzenia. Przy okazji dodam, że odradzam jej stosowanie — zarówno ona, jak i tampon wielorazowy, są porowate i zapewniają dobre warunki do rozwoju drobnoustrojów — w związku z tym nie powinno się ich używać wielokrotnie (wbrew nazwie). Nieporowate lub niskoporowate, a więc bezpieczniejsze i dużo bardziej higieniczne, są za to tworzywa sztuczne, czyli medyczny silikon i medyczny TPE.

 Po drugie, bardziej naturalne jest:
  • Pozwalanie, by krew miesiączkowa płynęła sobie, jak chce i gdzie chce. (Nawet nie na ubrania, bo one też specjalnie naturalne nie są).
  • Lub też — jeszcze bardziej naturalne — niemiesiączkowanie praktycznie wcale. W końcu antykoncepcja też nie jest naturalna, w przeciwieństwie do rozmnażania się w celu zapewniania przetrwania gatunku. Więc naturalne jest stałe bycie w ciąży lub karmienie, na przemian aż do śmierci przy którymś porodzie z kolei, najpóźniej koło 30-tki. (Bo medycyna też specjalnie naturalna nie jest).


I na koniec…

Chciałabym jeszcze zaznaczyć jedną rzecz: rozumiem, że chciałoby się wierzyć, że naturalne = bezpieczne, a syntetyczne = groźne. Świat jest szalenie skomplikowany i miło by było trochę to wszystko sobie uprościć. Niestety jednak nie ma tak dobrze. Nie ma tu żadnej prostej zasady i trzeba podchodzić krytycznie do wszystkiego, niezależnie od stopnia połączenia z naturą. Nie pytaj więc, czy coś jest naturalne — pytaj, czy jest bezpieczne, zdrowe, higieniczne, czy naprawdę działa…